Reanimacja PowerBook’a G4

Dawno temu pod nasz dach trafił PowerBook G4 – model PowerBook5.8, czyli ostatni z 15-sto calowych modeli PowerBook’ów G4 z zegarem 1.67 GHz na pokładzie.

Kiedy trafił on do nas następowała właśnie zmiana warty w Apple’u, a mianowicie Apple porzucał procesory Motoroli PowerPC na rzecz Intela. Przyznam szczerze, że wtedy ta decyzja nie bardzo mi się spodobała, ale skoro nie miałem nic do gadania, musiałem się z tym pogodzić.

Tak więc sytuacja dla „nowego lapka” już na starcie była nieciekawa. Nie dość, że nie był kompatybilny z nowymi wersjami programów (te na Intela nie działają na PowerPC) to w dodatku nowe systemy operacyjne Apple’a – poczynając od wersji 10.6 Snow Leopard – też już nie wspierały poprzedniej generacji procesorów.

kod001

PowerBook G4 (Model 5.8) vel Pepi

Jednak nasz „pepi” – takie mu imię nadaliśmy – miał i ma nadal parę zalet: jest śliczny, działa bezawaryjnie, jest diabelsko odporny na zderzenia z rzeczywistością (czytaj: upadki) i w ogóle ma się dobrze.

Tak więc jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że należy mu się dalsze godne życie. Ktoś może teraz zadać pytanie, ale jak to? Przecież, wspomniałeś powyżej, że od ładnych paru już lat – Pepi to rocznik 2006 – nie ma na niego nowych wersji oprogramowania, więc co można na nim zrobić, jak go wykorzystać? Odpowiedź jest może nieco przewrotna, ale można na nim robić dokładnie to samo co kiedyś.

Czy na prawdę, oprócz paru wyjątków (dziedzin życia czy w pracy), potrzebujemy nowego oprogramowania, nowych systemów operacyjnych? Przecież na tym sprzęcie parę lat temu z powodzeniem robione były animacje do telewizji, a o tworzeniu grafiki do reklam, czy też druku nawet nie wspomnę. Więc z jakiego powodu mamy wyrzucać działający sprzęt? Oczywiście sprzęt ten relatywnie wolniejszy od nowych komputerów, ale czy w zastosowaniach domowych ma to jakieś znaczenie? Z uśmiechem wspominam czasy, kiedy to puszczaliśmy do postscriptu jakieś produkcje do druku i czekaliśmy długie kwadransy by w końcu otrzymać komunikat o błędzie. Teraz to może jest i śmieszne, ale wtedy to były nerwy i horror! Uda się, czy się nie uda? A czas leciał, tik tak, tik tak, tik… .

Nie jest tajemnicą, że te wszystkie teksty na blogu są tworzone na Pepim. Jak też parę innych rzeczy, ale o tym już przy innej okazji. Myślę, że przede wszystkim nie można dać się zwariować w ciągłym biegu za nowościami. Trzeba do takich spraw podchodzić z umiarem i na zimno.

Tak więc, w kolejnych odsłonach Reanimacji postaram się pokazać do czego można używać nie najnowszych komputerów – oczywiście skupię się na komputerach Apple’a przed intelowych – i jak to zrobić by to działało choć też pokażę czego jednak zrobić się nie da, opisać parę programów, czy też polecić coś w tej materii.

Tak więc do zobaczenia przy kolejnej Reanimacji 🙂