czytelnia: Bajty Polskie

Stare dobre czasy, chciałoby się rzec czytając książkę Bartłomieja Kluski o początkach elektronicznej rozrywki w Polsce. Jako, że już mam swoje lata i dobrze w miarę pamiętam tamte czasy – chodzi o lata osiemdziesiąte – z lezką w oku czytam kolejne rozdziały o komputerach osobistych i tak zwanych bit-ludziach. Sam w jakimś stopniu też czuję się takim bit-ludziem :). Pamiętam jak dziś wczesnoporanną eskapadę do Poznania po mój pierwszy komputer: Atari 800XL! Na szczęście było to lato i środek wakacji więc podróż rozpoczęta o godzinie szóstej rano, nie wydawała mi się czymś szalonym zwłaszcza, że była to podróż po atarynkę!

Kiedy dotarliśmy do Pewexu – jedyne legalne miejsce w tamtych czasach, gdzie można było kupić coś z poza bratnich krajów – nie mogłem już doczekać się momentu kiedy ten wymażony komputer będzie w moich rękach. Podróż ciągnęła się a kupno trwało jeszcze dłużej. Koszmar. Ale w końcu stało się! O ile pamiętam w miarę dobrze podróż po atarynkę oraz kupno jej, to kolejnego miesiąca włącznie z podróżą powrotną – lekko trzy godziny w jedną stronę – już nie pamiętam i szokiem było dla mnie, gdy oświadczono mi, że jutro trzeba iść do szkoły. Tak. To był cios w plecy. Przecież to niemożliwe by miesiąc trwał tylko jeden dzień! To niemal tak jak te osiemnaście mgnień wiosny u Stirlitza.

Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.

– Oho, osiemnaste mgnienie wiosny – pomyślał.

Potem spotkania z moją atarynką miały miejsce głównie w weekendy bo w tygodniu była szkoła… No cóż, życie. Na szczęście i tak było sporo czasu by móc grać, a potem próbować swoich sił w Basicu czy Turbo Basic’u XL. Assembler wtedy wydawał mi się czarną magią, choć chyba główną przyczyną tego był problem z edycją i kompilacją jakichkolwiek aplikacji. Atarynka działała bezproblemowo i kiedy przekazywałem ją znajomym, gdyż planowałem już jakup Atari ST (dokładnie Atari 1040 STE), …popłakałem się. I chyba do dziś żałuję, że w jakiś sposób opuściłem mego druha, choć może to była ona? Ehhhh.

Książke polecam każdemu kto miał swojego 8-bitowca lub też słyszał o tych złotych czasach. Można w niej znaleźć naprawdę ciekawe informacje (np. o pierwszej polskiej grze).

Książkę można kupić jako ebooka (formaty PDF, EPUB i MOBI) w wielu księgarniach internetowych. Cena też bardzo przystępna jak na tego typu pracę, której opracowanie naprawdę robi wrażenie.

W przyszłości powrócę do tematu retro w czytelni a także pod kątem aplikacji (emulacji starych komputerów) za pomocą których można znów zagrać w stare ukochane gry.

Reanimacja PowerBook’a G4

Dawno temu pod nasz dach trafił PowerBook G4 – model PowerBook5.8, czyli ostatni z 15-sto calowych modeli PowerBook’ów G4 z zegarem 1.67 GHz na pokładzie.

Kiedy trafił on do nas następowała właśnie zmiana warty w Apple’u, a mianowicie Apple porzucał procesory Motoroli PowerPC na rzecz Intela. Przyznam szczerze, że wtedy ta decyzja nie bardzo mi się spodobała, ale skoro nie miałem nic do gadania, musiałem się z tym pogodzić.

czytaj dalej