czytelnia: Arcymistrzowie

ArcymistrzowieWłaśnie zacząłem czytać nową książkę o polskich przedwojennych szachistach – Arcymistrzowie. Złota era polskich szachów pióra Stefana Gawlikowskiego.

Zapowiada się bardzo ciekawie, gdyż jest to książka raczej historyczna niż szachowa. Na pewno nie jest to książka dla prawdziwych Polaków (tzw. narodowców) bowiem traktuje ona głównie o polskich Żydach – to oni głównie przed wojną reprezentowali Polskę na imprezach szachowych. Co ciekawe reprezentantem Polski podczas podpisywania dokumentu inaugurującego działalność FIDE (światowa organizacja szachowa) był polski Żyd – Izaak Towbin. Tragedia dla narodowców.

“Nachodzi zima” czyli Garry Kasparow w Polsce

kasparowWaw2

W poniedziałek (7.03.2016) zawitał do Polski Garry Kasparow. Nie będę ukrywał, że Garri był od dawien dawna moim idolem szachowym – moje oczarowanie Garrim zaczęło się w czasie jednego z turniejów szachowych (dokładnie był to turniej w Bugojno 1982 roku – do tego turnieju jeszcze wrócimy wkrótce), po którym (dokładnie dwa lata później) miał miejsce sławny już pierwszy mecz między Anatolijem Karpowem a Garrim. Jego bezkompromisowy i ofensywny styl gry zawsze robił wielkie wrażenie na przeciwnikach i kibicach. Jego bezkompromisowość w stosunku do partii komunistycznej też była i jest znana i ceniona.

czytaj dalej

Reanimacja PowerBook’a G4

Dawno temu pod nasz dach trafił PowerBook G4 – model PowerBook5.8, czyli ostatni z 15-sto calowych modeli PowerBook’ów G4 z zegarem 1.67 GHz na pokładzie.

Kiedy trafił on do nas następowała właśnie zmiana warty w Apple’u, a mianowicie Apple porzucał procesory Motoroli PowerPC na rzecz Intela. Przyznam szczerze, że wtedy ta decyzja nie bardzo mi się spodobała, ale skoro nie miałem nic do gadania, musiałem się z tym pogodzić.

czytaj dalej

blog… reaktywacja

Dużo wody musiało upłynąć w Wiśle, by blog miał szansę ponownie ożyć. Stary blog, w założeniu, miał informować głównie o ciekawostkach i nowościach ze świata animacji. Czasy się zmieniają, ludzie się starzeją, co ostatecznie prowadzi także do zmiany w planach dotyczących blogu.

O czym więc będzie blog? Idąc na łatwiznę mógłbym odpowiedzieć, że o wszystkim. I chyba bym nie minął się za bardzo z prawdą. Nie będę ograniczać się do jakiejś konkretnej tematyki. Może łatwiej napiszę czego na blogu zabraknie. Nie będzie sweetfoci z łazienki (lub łazienek) – może jeszcze przemyślę tę kwestię, politykowanie będzie bardzo ograniczone – no chyba, że jedynie słuszna partia padnie przed wyborami, oby – a także powinno zabraknąć przemyśleń egzystencjalnych – na to jest miejsce poza blogiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę tę listę ‘ograniczników’, to trzeba zauważyć, że tematów do poruszenia jest całkiem sporo. Będzie o muzyce, szachach, Napoleonie, programowaniu, projektowaniu, typografii, kosmosie, starych (!?) komputerach, grach, ciuchach, itd. To na razie tyle. Więc nie pamiętam, ale zapewne lista ta będzie rozszerzona.

Nie spodziewam się tłumów na blogu i ton komentarzy, więc zapewne będę pisać dla siebie. Ot taki dziennik w stylu Adriana Mole’a.

Pozostała jeszcze kwestia nazwy blogu. Hmmmmmm. Tu miałem / mam problem. Każda nazwa byłaby idiotyczna – mniej lub bardziej. Ponieważ wszystko zaczyna się od niczego, pustki, przyjmijmy, że na razie zadeklarujemy – jak to ładnie określa się w programowaniu – sobie właśnie taki pusty ciąg znakowy – string – i ten ‘string’ będziemy po prostu rozszerzali, wzbogacali w jakąś zawartość, treść, mniej lub bardziej sensowną.

Tak więc do dzieła!

U&lc – sezon 15


Niedawno informowałem o nowych dostępnych rocznikach U&lc, a tu znowu pojawią się informacja o kolejnym już sezonie tego czasopisma dostępnego do pobrania/obejrzenia ze strony fonts.com.

Ciekawostką tego sezonu jest fakt, że po raz pierwszy U&loc widzimy wydrukowany w kolorze. Jak to wygląda? No cóż, zawsze można podzielić się swoją opinią w komentarzu poniżej.